Jan Urban: Dziś wystarczą dwie kolejki, żeby cię zwolnili

zdjęcie:legia.net

Rozumiem, że pije pan do tego, że w momencie, gdy gorzej wygląda środek pola, gorzej prezentują się boki i tego schematu w grze nie widać?

Jan Urban: Tak. Bo skrzydłowi nie dostają odpowiednio szybko piłek, nie stwarzamy sytuacji. A wejście na szybkości na jednego rywala po prostu śmierdzi bramką. Gdy gorzej funkcjonuje środek, wszystko odbywa się za wolno. Zamiast przyjęcia do przodu, jest przyjęcie do tyłu i podanie do tyłu, a przeciwnik zdąży się ustawić.

 Ale ten środek nie funkcjonuje, bo jeszcze nie umie czy nie złapał formy?

Jan Urban: Być może jeszcze nie jest odpowiednio zgrany i nie wykrystalizowała się dwójka pewniaków. Pewniaków, którzy są w gazie i jeśli nie grają, to tylko dlatego, bo chcę, żeby odpoczęli.

 Sporo mówimy o piłkarzach bez formy, ale to przecież pan za ich formę odpowiada.

Jan Urban: Ale to wy mówicie, że są bez formy...

Nieprawda, pan też: że ten jeszcze nie złapał odpowiedniej dyspozycji, że jeszcze się nie wykrystalizował środek...

Jan Urban: Bo zawsze może być lepiej. Co byśmy mówili, gdybyśmy zaczęli sezon jak choćby Śląsk? Wszyscy chwalili wrocławian za występy w Europie, ale w lidze co? Trzeba umieć to połączyć. My umieliśmy. Owszem, do Ligi Mistrzów nie weszliśmy, ale przynajmniej do grudnia będziemy grać w Lidze Europy, a w ekstraklasie jesteśmy na pierwszym miejscu. Ale w jakim stylu, powiedzą krytycy. To ja im odpowiadam: A chrzanić ten styl! Oczywiście chcemy, dążymy do tego, by grać efektownie, ale jesteśmy kozaki, bo mimo wszystko potrafiliśmy dopilnować swoich priorytetów.

 Gdy objął pan Legię, rozbudził pan apetyty. Zaczął pan serią ośmiu wygranych, właśnie w efektownym stylu. Później tylko sporadycznie potrafiliście do tamtego nawiązać.

Jan Urban: Bo lepsze i gorsze momenty mieli Furman i Łukasik. Obaj zaczęli naprawdę bardzo dobrze, poszli trochę w dół, teraz się odbili, ale nie wrócili do tamtego poziomu. Nie liczę na to, że Vrdoljak będzie grał nie wiadomo co. On już piłkarsko się nie rozwinie. Muszę tylko pilnować, żeby był w swojej najwyższej formie. I wiem doskonale, czego się po nim spodziewać: walki, zaangażowania, od czasu do czasu dobrej piłki do przodu. Na nasz styl ogromny wpływ ma to, że brakuje nam płynności. Mamy wielu zawodników, którzy lubią grę indywidualną: Rado, Kosa, Żyro, Kucharczyk, Dwaliszwili. Wszyscy lubią przytrzymać piłkę, popieścić ją i dopiero odegrać.

Ale to pan jest od tego, żeby grali szybciej.

Jan Urban: Oczywiście, że tak. Tylko wiecie co? Wy też macie pewne nawyki od dziecka. Żona, dziewczyna czy mama stara się te nawyki wyplenić. A ty i tak robisz swoje i wiesz o tym, że powinieneś robić inaczej. To nie jest tak, że pstryknę palcami i nauczę ich, że po przyjęciu jest podanie. Robię, co mogę, staram się im to wpoić: na treningach gierki na dwa kontakty, na trzy.

Zmuszam ich, by szybciej decydowali, co mają z piłką zrobić, że nie zawsze muszą ją prowadzić, albo się zacząć kiwać.

 Po to sprowadziliście ten tempomat w postaci Pinto.

Jan Urban: Tak. To właśnie zawodnik, który dużo widzi i z reguły podejmuje dobre decyzje. No ale nie w tym tempie, co jest w naszej lidze.

To po co panu ten Pinto?

Jan Urban: Myślałem, że dużo szybciej złapie rytm. U nas gra się cały czas pod oboma polami karnymi. Akcja za akcję. Ale dlaczego tak się gra? Nie dlatego że przeciwnik jest świetnie zorganizowany w obronie. Przez to, że braki techniczne są tak duże, że wciąż piłkę tracisz. Tu ci odskoczy, tam ci podskoczy, zanim poprawisz, już masz gościa na plecach. Dlaczego tak się dzieje? Bo każdy trener widzi, że jak u nas zagrasz pressingiem, to będziesz piłkę odbierał. Od razu masz efekt. Co jednak z tego, skoro za chwilę sam też tracisz. Bo też masz braki techniczne, a przeciwnik gra równie blisko ciebie, jak ty jego. Przecież to proste jak drut. I Pinto tego jeszcze nie złapał. On wie o tym bardzo dobrze, bo przecież to mądry chłopak, świetny człowiek. Ale jak tego nie przeskoczy, to nie będzie grał.

 Pinto to był pana pomysł? Pan go chciał?

Jan Urban: Tak.

A Dwaliszwilego?

Jan Urban: Na początku to przyznam szczerze, że różnie... Chciałem napastnika, który dobrze grałby głową i jednocześnie był szybki. Marek Saganowski świetnie gra głową, ale nie jest szybki. Lado? Ani szybki, ani wolny, głowa... raczej jest lisem pola karnego. Obudziła go konkurencja, bo przecież oprócz Sagana był jeszcze Ljuboja. Gruzin pokazał się kilka razy z bardzo dobrej strony. Wtedy pomyślałem: "dobrze, że go wzięliśmy".

 Ale od początku nie miał pan z nim po drodze. W wywiadzie dla 2x45.com na stwierdzenie dziennikarza, że "Dwaliszwili głośno krzyczy, że chce grać w środku napadu", odpowiedział pan: "To musi krzyczeć głośniej". Nie było to do końca przyjemne, takie protekcjonalne.

Jan Urban: Takie wypowiedzi ze strony zawodnika są mało inteligentne. Siedź cicho, graj, a jak ci będzie słabo szło, to trener się domyśli, że ci tam nie do końca pasuje. Zresztą to wymówka. W okresie przygotowawczym grał za napastnikiem i strzelał gole. Z Ried zdobył hat tricka. Od razu podszedłem do niego, lubię takie sytuacje wykorzystywać, żeby ktoś mi później nie narzekał. No i zapytałem, czy i teraz też mu pozycja przeszkadzała. Zawsze tak jest: idzie ci, to wszystko jedno, gdzie grasz. Nie idzie, to winna jest pozycja, koledzy albo trener.

 Czuje pan, że jest dla Legii trenerem na lata?

Jan Urban: U nas nie jest jak w Anglii, gdzie przychodzi David Moyes do United i dostaje sześcioletni kontrakt. W Polsce, niestety, większość ludzi, którzy decydują o futbolu, jego przyszłości, wcale nie są ludźmi piłki. Pierwsze moje podejście do Legii: wymagania ogromne, dwa wicemistrzostwa i Puchar Polski. Podziękowano mi. Poszedłem do Lubina. Bez żadnego problemu utrzymaliśmy się z dużą przewagą nad strefą spadkową. Ale przyszedł kolejny sezon i już na początku mnie wyrzucono. Przyszli następni trenerzy, niby lepsi, ale historia się powtarzała. Dziś wystarczą dwie kolejki, żeby cię zwolnili. Decyzje podejmują ludzie, którym brak cierpliwości, na których duży wpływ mają media, internet, kibice.

Leśnodorski wydaje się inny.

Jan Urban: Nie wiemy tego. Ani wy, ani ja. Na dziś skosztował w Legii tylko sukcesów. Porażka w Lidze Mistrzów? Chcieliśmy, zrobiliśmy, co się dało, nie wyszło. Trudno. Ale na razie, za jego kadencji, Legia odzyskała mistrzostwo po długiej przerwie, zdobyła Puchar Polski. Nie wiem, jak prezes będzie się zachowywał, gdy przyjdą porażki. Sam zresztą mu to powiedziałem.

 Czyli czuje się pan nie tylko wychowawcą młodzieży?

Jan Urban: To ty też internet czytasz, nie? (śmiech). No tak, Urban pracował wcześniej z młodzieżą, to do młodych on się nadaje... Każdy trener chciałby wprowadzać wychowanków. To daje satysfakcję: postawiłeś na gościa, wypalił. Kolejny też. Jestem bardzo zadowolony z tego, że potrafię wprowadzić młodych do zespołu. A uwierzcie mi, że trzeba mieć jaja, by to robić. Człowiek się łatwo przywiązuje do nazwisk. Wy też mówicie: "Pinto to piłkarz już sprawdzony, na poziomie, a ten baran daje go na trybuny." Z Dwaliszwilim to samo. Ale ja od dziecka jestem w piłce: grałem, pracowałem z młodzieżą, prowadziłem bank informacji pierwszej drużyny Osasuny, analizowałem rywali. Skosztowałem wszystkiego. Wiem, jak się czuje młody, wiem, jak się czuje Ljuoboja. To mi bardzo pomaga w zawodzie.

 Prezes zapowiedział, że nie będzie tym razem czekał do końca sezonu, tylko w grudniu zadecyduje, czy podpisać z panem długoletni kontrakt, czy się rozstać.

Jan Urban: Przecież ostatnio razem się umówiliśmy, że czekamy do końca sezonu. Chciałem być fair i wiedzieć, czy mi się udało sięgnąć po mistrzostwo, a to miało decydować o przedłużeniu umowy. Do grudnia to my dożyjemy? Wpływ na decyzję prezesa będzie miała na pewno sytuacja w lidze, w pucharach, styl. Będzie musiał ocenić, czy w zespole zmienia się na lepsze. Moim zdaniem polityka Legii jest jedną z najlepszych w Polsce. Wystarczy popatrzeć na inne kluby, tam nie ma takiego komfortu, że jeżeli noga się powinie, będą kłopoty finansowe, to będzie można sprzedać któregoś młodego za granicę. A u nas są tacy piłkarze, czterech-pięciu, którymi już interesowały się zagraniczne kluby. Dobrze wiecie, że nawet w Legii zdarzyła się mała zapaść finansowa, ale my mamy alternatywę. Wisła wykonała kilka lat temu atak na Ligę Mistrzów, na maksa. Postawili na doświadczenie, zagranicznych piłkarzy, trenera i dyrektora sportowego. Zabrakło im trochę... No ale zabrakło! Nieważne ile, ważne, że zabrakło. Musi być w zespole 3-4 młodych, którzy grają, nawet mniej, ale żeby grali, pokazywali się. A tam nie było. I kogo oni mieli sprzedać?

http://www.przegladsportowy.pl/

0
Twoja ocena: Brak
Dodaj do