- Widzisz, za mojej młodości było inaczej. Śmiech i szczebiot dzieci, radość młodzieży, sceptyczna aprobata dorosłych – towarzyszyły w mej pracy. To ja rozdzielałem rózgi i prezenty. Bilansowałem roczne osiągnięcia ludzi – podarkami, ich gradacją sumowałem niejako etapy w ich życiu. Bywałem hojny, ale dla uczciwych, pracowitych, rzetelnych, lojalnych, dobrych, miłujących prawdę i bliźnich. Dziś to się wszystko pomieszało. A tak zwane wartości… ze świecą szukać! Kiedyś ludzie wiedzieli, co to znaczy ofiarowywać. Umieli także przyjmować prezenty.